![]() | |||
|
|||
![]() |
![]() |
||
|
W 1918 roku, 11 listopada, Polska po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość. W 92 rocznicę tego wydarzenia nasza grupa wzięła udział w obchodach organizowanych w Gdyni. Przygotowania do parady, jak zwykle, zaczęły się kilka dni wcześniej, a mianowicie spotkaliśmy się 1 listopada na cmentarzu w Redłowie. Złożyliśmy kwiaty na grobie dowódcy 2 MPS, a także zapaliliśmy znicze na grobach żołnierzy, którzy w nim walczyli i polegli we wrześniu 1939 roku. Następnie przeprowadziliśmy ćwiczenia, aby dobrze zaprezentować się na uroczystościach. Przećwiczyliśmy podstawową muszę, a także chwyty bronią. Przed samymi uroczystościami należało jeszcze wyprasować mundur, płaszcz, wypolerować buty - mundur zobowiązuje. 11 listopada umówieni byliśmy na 10 w Gdyni, pod dworcem. Po drodze zabrałem jeszcze 3 kolegów i ruszyliśmy w drogę. Mimo tego, że mieliśmy wystąpić uroczyście, w ograniczonym rynsztunku, ledwo zmieściliśmy się w samochodzie. Po dojechaniu do Gdyni wypakowaliśmy się z samochodów na parkingu, przygotowanym specjalnie dla uczestników. Na miejscu czekało już mnóstwo ludzi, uczestników parady, zabytkowe pojazdy i nie tylko. Znalazło się też kilka kolorowych lawet z uczniami okolicznych szkół.
Od godziny 11 ćwiczyliśmy musztrę zwartą, ruszanie, chwyty bronią, aby w należyty sposób oddać pamięć tym, którzy walczyli za niepodległość naszej Ojczyzny. Punktualnie o 12 parada ruszyła, grała orkiestra Marynarki Wojennej nadając odpowiednie tempo marszowe. Aż chciało się maszerować, ale jak to w życiu bywa niestety, po drodze mieliśmy kilka przerw, padły komendy plutonowego "drużyna stój", a po tym "drużyna naprzód marsz". W trakcie przemarszu ulicami Gdyni otrzymaliśmy liczne owacje na stojąco od mieszkańców, zgromadzonych wzdłuż trasy parady. Przemarsz zakończył się pod Płytą Marynarza. Stanęliśmy w pobliżu pomnika, budząc zainteresowanie przechodzących ludzi. Jak zwykle byliśmy proszeni o pozwolenie zrobienie wspólnego zdjęcia. Po pewnym czasie wydarzyło się coś, co mnie zaskoczyło. Podeszła do nas starsza kobieta z wnuczkiem, popatrzyła na nasze mundury i zaczęła opowiadać jak w wieku 6 lat została wywieziona do obozu koncentracyjnego. Ona, jej brat i matka zostali ocalani dzięki siostrze pielęgniarce, która zorganizowała dla nich ucieczkę. W trakcie opowieści kobieta się rozpłakała, mnie też niedaleko było do płaczu. Po takich przeżyciach wierzę, że to, co robimy ma sens i warto poświęcać tyle czasu i środków na naszą pasje.
Misiek |
|||